Szczęśliwa skóra

okładkaskóradobrawersja

Pogorszenie się stanu skóry niechybnie każdego z nas może doprowadzić do tzw. białej gorączki. Nie tylko dlatego, że skóra jest naszym największym organem, ale też z tego powodu, że nikt z nas  nie lubi czuć się „w nieswojej skórze”. A tak się czujemy, kiedy ta pierwsza bariera ze środowiskiem szwankuje i pojawia się szorstkość, suchość albo egzema.  Mnie problemy ze stanem skory zaprowadziły do księgarni. W uszach mi brzmiało zdanie, które usłyszałam gdzieś przypadkiem, że „nie należy na skórę kłaść niczego, czego nie możemy zjeść”. Pamiętam, że moment w którym usłyszałam te mądrą skądinąd sentencję, na zawsze utworzył mi w głowie obrazek mojej twarzy obłożonej ogórkami. Czy jednak tylko ogórek nadaje się do użycia jako naturalny kosmetyk?

W księgarni, jak to w księgarni, półki uginają się od pozycji różnego rodzaju. Mnie udało się wyłowić całkiem zgrabny poradnik o tym jak sprawić, żeby skóra była szczęśliwa. Sam tytuł „Szczęśliwa skóra. Naturalny program domowej EKO pielęgnacji” napawa optymizmem. Autorka Adina Grigore dochodziła do wiedzy na temat zdrowej skóry latami, a wyjściem do tych poszukiwań były własne problemy z ciągłymi wysypkami, suchą skóra i egzemą.

Miałam duże nadzieje, że Autorka nie skupi się wyłącznie na pielęgnacji skóry, bo nie od dziś wiadomo, że o skórę należy dbać od zewnątrz, ale i od wewnątrz. I nie zawiodłam się. Książka prowadzi nas do dobrostanu, zacząwszy od zmiany nawyków zdrowotnych, poprzez zmianę systemu odżywiania, aż po samą pielęgnację skóry. Gdzieś po przeczytaniu około 3/4 książki przyszło mi do głowy „no gdzie jest ta pielęgnacja”, wtedy właśnie przeczytałam wprost, że jeżeli się zastanawiasz nad tym, dlaczego nie przeczytałaś nic o pielęgnacji, to z tego powodu, że bez zmiany odżywiania, wykluczenia możliwie nadmiaru środków chemicznych z naszego otoczenia, zadbania o właściwą regenerację, nie ma miejsca na pozytywna zmianę stanu naszej skóry. I to prawda.

Na uwagę zasługuje w książce omówienie wielu zasad zdrowego żywienia, które mają wpływ na stan skory. Niby nic nowego się nie dowiedziałam, ale zebranie tego w sposób, który szczegółowo zbiera wiedzę, związaną ze składnikami odżywczymi, ważnymi dla skóry jest niezwykle cenny. Autorka omawia także normy prawne amerykańskie, dotyczące substancji, które mogą się znajdować w kosmetykach. Jest to oczywiste, że amerykańskie normy nie mają zastosowania, do kosmetyków, które znajdują się na naszym rynku. Wiedza, którą możemy dzięki zapoznaniu się nawet a amerykańskimi normami jest bezcenna. Po przeczytaniu tego rozdziału, wiemy jak czytać etykiety kosmetyków bez względu na to, gdzie zostaną zakupione. Skróty, opisane małym druczkiem na etykietach kosmetyków nie będą miały przed nami tajemnic, przynajmniej w tym zakresie, w którym jest nam to potrzebne.

Najbardziej zainteresował mnie rozdział dotyczący wprost pielęgnacji skóry i tworzenia własnych kosmetyków. Podeszłam do tego z pewnym sceptycyzmem, ponieważ mimo najszczerszych chęci, wiele czasu temu nie będę mogła poświęcić. Zatem oczekiwałam naprawdę prostych i mało czasochłonnych recept i wskazówek. I nie zawiodłam się ponownie. Kluczem do zrozumienia tego, czym dla Autorki jest EKO pielęgnacja jest prostota i korzystanie ze składników, które naprawdę każdy z nas znajdzie w swojej kuchni. I to jest dla mnie największy atut tej książki. Proste recepty, naturalne składniki – to dla mnie oczywista droga do szczęśliwej skóry.

Wątpliwości czytających może budzić, co ta książka ma wspólnego z przesłaniem Fundacji, żeby być zawsze o krok przed astmą. Ma bardzo wiele, ponieważ dla naszego organizmu nie jest obojętny kontakt z alergenami, a także ze wszystkimi potencjalnie alergizującymi i szkodliwymi substancjami. Jeżeli możemy ograniczyć takie działanie do absolutnego minimum, to wpływa to w sposób istotny na dobrostan całego naszego ciała. Nie miejmy bowiem złudzeń, że aplikowanie kosmetyków, zawierających substancje chemiczne, które nie działają pozytywnie na nasz organizm, w sposób długofalowy przyczyni się  także, choć nie w sposób bezpośredni, do nasilenia astmy.

Pamiętajmy także, że alergia skórna/wziewna czy też atopowe zapalenie skóry może się pojawić w każdym wieku, a niewłaściwie leczone te choroby mogą prowadzić do astmy. Nie jest bez znaczenia, co nakładamy na swoją skórę. Szczególnie ważne jest to w okresie pylenia roślin, kiedy może dojść do pogorszenia stanu skóry przez sam kontakt z alergenami. Wtedy warto złagodzić stany zapalne skóry w sposób naturalny, wolny od substancji, które mogą zaszkodzić. I w tym zakresie odsyłam Was do książki „Szczęśliwa skóra” – poradnik godny polecenia.

Z kosmetycznym pozdrowieniem

 

Justyna Mroczek-Żal

Fundacja „Zawsze o Krok przed Astmą”.