Jesień w życiu astmatyka

photo_89409_20170511

 

Przyszła na dobre jesień. Ze względu na powrót do czasu zimowego, dni zrobiły się dużo krótsze. Czas ten niezmiennie kojarzy mi się z kanapą, dobrą książką i pyszną, gorącą herbatą. No i rzecz jasna – pogaduszkami na tą ostatnią, szczególnie jak pachnie (na przykład) cynamonem. Takie są moje jesienne wyobrażenia. Niestety nie zawsze jesień jest miła i o tym chciałam z Wami porozmawiać.

Wielu z Was skarży się już teraz, mimo że temperatury nie spadły jeszcze mocno poniżej zera, na problemy z oddychaniem. Odpowiada za to nie tylko zimne powietrze, które jest czynnikiem wywołującym potencjalnie skurcz oskrzeli, ale także smog. Ludzie palą w piecach, nie zawsze tym, czym powinni. To rzecz powszechnie znana. Mimo, że coraz więcej się mówi w tej sprawie, decydenci wymyślają nowe przepisy prawne, które mają ograniczyć smog w miastach, to jednak zanim do tego dojdzie, my musimy jakoś żyć i normalnie w miarę funkcjonować w tym okresie roku. I chociaż ja należę chyba do wyjątków, u których zimne powietrze nie wywołuje skurczu oskrzeli to doskonale Was rozumiem i przypominam sobie, że jedynym sposobem, który dobrze wpływa na to nie jest siedzenie w domu, ale krycie ust i nosa kominem, szalem, czy czym tam, kto ma i lubi, kiedy wychodzi się na zewnątrz. Staramy się też oddychać nosem, a nie ustami. Nie są to sposoby, które nie mają wad, ale z drugiej strony pomagają choć  w ten sposób, żeby ograniczyć wpadanie zimnego powietrza do ust. Kiedy byłam ostatniej jesieni naprawdę bardzo chora i nawet mnie każdy wdech przyprawiał o kaszel, otulałam się chustą (usta), bo dzięki temu bardziej się pilnowałam, żeby oddychać przez nos. Na mnie działało, może taki sposób komuś z Was się przyda.

Od kilku miesięcy myślę natomiast o maseczce przeciwpyłowej. Niestety jak dotąd na myśleniu się skończyło, nie mam swojego faworyta wśród producentów. Ciągle mi się wydaje, ale jest to błędne, że przecież jeszcze nie jest tak źle, żeby po takie maseczki sięgnąć. Ale jeżeli używam takich maseczek do sprzątania i do prac w ogrodzie , to dlaczego nie używać ich także wtedy kiedy przemieszczam się gdzieś poza domem w okresie „wielkiego smogu”. Na razie jednak sprawdzam w aplikacji „Zanieczyszczenie powietrza” stan powietrza w moim mieście i nadal o maseczce tylko myślę. Jestem jednak absolutnie przekonana, że nadejdzie taki dzień, kiedy przejdę do działania i taka maseczkę kupię, bo ważne jest dla mnie moje zdrowie.

Ostatnio dużo rozmawiałam z różnymi bardzo miłymi osobami, które trafiły do naszej Fundacji i jedna rzecz mnie bardzo zastanowiła. Dlaczego ludzie nadal czerpią wiedzę z Internetu, z nie sprawdzonych źródeł. Zdaję sobie sprawę, że działalność Fundacji opiera się przede wszystkim na działaniach edukacyjnych, prowadzonych w Internecie, ale każdy artykuł, który pojawia się na naszej stronie internetowej, czy też informacje w mediach społecznościowych, mają sprawdzone podstawy naukowe. W zeszłym miesiącu rozmawiałam zatem z kilkoma osobami, które zrezygnowały ze szczepienia na grypę pod wpływem wpisu na forum, bo „ktoś pisał, ze to sama chemia i że te szczepionki uzależniają”. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO, ang. World Health Organization) oraz Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC, ang. the Centers for Disease Control and Prevention) zalecają coroczne szczepienie przeciwko grypie już po 6 miesiącu życia, zwłaszcza  u tych dzieci, u których stwierdza się choroby przewlekłe. Szczepienie to jest wysoce rekomendowane dla astmatyków, w tym również przez Globalną Inicjatywę na rzecz Zwalczania Astmy (GINA, ang. Global Initiative for Asthma). Jest to spowodowane tym, że z badań naukowych wynika, że bardzo groźne dla astmatyków są zaostrzenia astmy, których przyczyną są powikłania pogrypowe. Zatem wg mnie jedyną osobą, która może odradzić nam szczepienie na grypę z powodów, leżących po stronie naszego organizmu jest lekarz. Nawet nie „Pani w Fundacji”, która lekarzem nie jest. A już na pewno nie jakiś pan, który w internecie napisał, że się po szczepionce dusił, bo nie wiemy jaka była tego przyczyna, a czy nie na przykład dziesiąty papieros tego dnia, popity obficie kawą? Tego nie wiemy i wykluczyć bezpodstawnego siania lęku przed szczepieniami nie możemy. Rozmawiajmy zatem o tym z lekarzami, jeżeli lekarz, którego pytamy nie potrafi rozwiązać naszych wątpliwości, to zmieńmy lekarza.

Sezon jesienny kojarzy mi się także z kaloryferami, suchym powietrzem i ogromnymi problemami oddechowymi dla osób uczulonych na toksyny wydzielane przez małe pajęczaki, czyli roztocze kurzu domowego. Ostatnio jechałam na drugi koniec Polski do lekarza z dziećmi na konsultacje, musieliśmy nocować w hotelu i rano obudziłam się z katarem i kaszlem mimo, że pokój hotelowy wyglądał na wysprzątany. Ale o profilaktyce antyroztoczowej w tym hotelu nikt nie słyszał, a ja zrezygnowałam (niesłusznie) z zabrania ze sobą nawet na jedną podróżnych antyroztoczowych produktów zabierać (prześcieradło i poduszka). Zemściło się to na mnie srodze. Do tego dołożyła się podróż pociągiem. Takie życie astmatyka. Natomiast przypomniało się dlatego, że rozmawiałam ostatnio z Panem, który ma psa i astmę ( w tej kolejności) i nocne ataki duszności. I Pan ten szukał wsparcia, bo nie pomagają mu leki, a jest uczulony i na psa i na te nieszczęsne pajęczaki. I oczywiście nie śmiałabym Panu zaproponować, żeby poszukał Przyjacielowi innego domu, ale zasugerowałam, że może urządzi tak sypialnię, żeby pies do niej nie wchodził i wprowadzi profilaktykę antyroztoczową w tym pomieszczeniu, to przynajmniej jest szansa, że noce będą spokojne. No cóż, życie jest sztuka wyboru, Pan stwierdził, że pies się na to nie zgodzi. I powiem Wam, że ja naprawdę rozumiem i Pana i psa. Tylko że wtedy Pan nie będzie się czuł lepiej i kilkukrotna już zmiana leków przez kolejnych lekarzy po prostu nie pomoże. Każdy z nas musi dokonywać takich wyborów. Wcale one nie są łatwe. Nieustanie zatem musimy szukać kompromisów, tak jak z wychodzeniem z domu w czasie mrozu (jeżeli komuś to nie służy) albo w upał (bo są też tacy, co ciepła nie lubią).

Na koniec przypomniała mi się pewna dobra rada, żeby w tym sezonie kaloryferowym dużo pić ciepłych płynów, bo suche powietrze wysusza śluzówkę. Ale nie herbaty, bo ta też wysusza śluzówkę i wtedy działa jeszcze gorzej. No ale jak soki nie, bo nie są ciepłe, kawa to raczej jedna-dwie filiżanki, a tu mówimy o dużej ilości ciepłych płynów to co pić? Ja piję trochę naparów z ziół (konsultowane z lekarzem ze względu na potencjalną alergię krzyżową – lipa, mięta, melisa, rooibos), ale najwięcej piję ciepłej …. wody. Czasem najlepsze rozwiązania są najprostsze. I chociaż teraz uśmiecham się do Was znad kubka kawy, to właśnie wodę w dużych ilościach polecam najbardziej.

Dbajcie o siebie w ten jesienny czas!

Zdrowia dla wszystkich!

Justyna Mroczek-Żal

Prezes Fundacji